Opowieści emigracyjne (3)

Pani Edyta: Poniedziałek, siódma rano. Walenie do drzwi. Nie wiem, co się dzieje. Pies zaczyna szczekać. Za drzwiami stoi dwóch policjantów i komornik, który mówi coś do mnie po francusku. Nic nie rozumiem, bo nie znam francuskiego. Po chwili przychodzi tłumacz i informuje mnie, że jesteśmy eksmitowani. Jestem zdziwiona, zaskoczona. Dlaczego nas wcześniej o tym nie powiadomiono? Gdybyśmy wiedzieli, wyprowadzilibyśmy się sami, nie byłoby potrzeby wzywania policji.

Wcześniej przychodziły do nas jakieś osoby, za każdym razem Francuzi. Mąż prosił o przyprowadzenie tłumacza, ale bez skutku.

Mam dziesięć minut na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy i opuszczenie lokalu. Chcę się pakować, ale mi nie pozwalają. Idę do kuchni, żeby zażyć leki, a komornik idzie za mną. Towarzyszy mi również, kiedy chcę pójść do łazienki, żeby się ubrać. Dopiero po interwencji tłumacza, mogę to zrobić spokojnie. Chcę zadzwonić do męża, który poszedł na spotkanie w sprawie pracy. Do tego też nie mam prawa, ale i tak dzwonię. Mąż natychmiast przyjeżdża. Chcemy spakować telewizor i pralkę, które sami kupiliśmy, ale zabraniają nam. Mąż chce zabrać papiery gwarancyjne, ale musi wszystko zostawić. Komornik informuje nas, że wszystko, co jest w naszym mieszkaniu, zostanie wywiezione do magazynu i po południu będziemy mogli tam pojechać. Boks został wynajęty na miesiąc. To czas, który mamy na zabranie naszych rzeczy. Gdy wychodzimy z mieszkania, pani z merostwa daje nam dokument zawiadamiający o dacie eksmisji. Został on sporządzony 13 marca, a dostajemy go 19 marca – w momencie eksmisji.

Przed budynkiem czeka na nas opłacona przez merostwo taksówka. Jedziemy do hotelu. Możemy w nim mieszkać za darmo przez następne cztery dni. Na miejscu okazuje się, że jest to hotel, ale tylko z nazwy.

Natychmiast jedziemy do Flexistockage, gdzie odwieziono nasze rzeczy. Stwierdzamy brak narzędzi, których mąż używa w pracy, pralki, ubrań, pościeli, czajnika i innych podstawowych rzeczy potrzebnych do życia. Nie wiemy, co się z nimi stało.

Jak znaleźliście Państwo to mieszkanie?

Pan Adam: Ogłoszenie dotyczące wynajmu mieszkania znaleźliśmy w gazetce, „Słuchawka”. Mieszkanie było do remontu, więc je odnowiłem. Osobą, która wynajęła nam to mieszkanie, była Polka. Po wprowadzeniu się tam widzieliśmy ją tylko raz, bo niedługo potem przyszła policja i spisywała rzeczy, które znajdowały się w lokalu. Okazało się, że to jest pustostan, więc przebywamy tam nielegalnie. Podano nas do sądu. Dopiero na drugiej sprawie był tłumacz, pierwszą z powodu jego nieobecności odroczono. Oczywiście przegraliśmy. Okazało się, że budynek kupiło merostwo i nie było wiadomo, co zrobi z lokatorami. Od tego czasu wiedzieliśmy, że zostaniemy eksmitowani, ale nie wiedzieliśmy kiedy.

Parabole: Żeby pomóc państwu M. w odzyskaniu ich rzeczy wysłaliśmy wiele maili i odbyliśmy wiele rozmów telefonicznych: z merostwem, z policją, z komornikiem. Państwo M. sporządzili spis rzeczy, których nie odnaleźli w boksie i które prawdopodobnie zostały w mieszkaniu. Po eksmisji okna i drzwi budynku zostały zamurowane i nikt nie mógł już tam wejść. Aby odmurować mieszkanie, potrzebne było zezwolenie komornika. Gdy udało nam się je uzyskać, trzeba było negocjować z merostwem. Ostatecznie zostaliśmy zapewnieni, że państwo M. będą mogli wejść do dawnego mieszkania i odzyskać pozostawione rzeczy, gdy rozpoczną się prace remontowe, prawdopodobnie za kilka dni. Nie ma jednak gwarancji, że pozostawione w lokalu rzeczy są tam nadal.

Aby wykluczyć ryzyko znalezienia się w podobnej sytuacji, przed wprowadzeniem się do wynajmowanego lokalu, trzeba pamiętać, aby:

  1. sprawdzić, czy osoba wynajmująca mieszkanie ma do tego prawo,
  2. zapłacić czekiem lub przelewem kaucję i czynsz,
  3. spisać umowę wynajmu,
  4. ubezpieczyć wynajęte mieszkanie.